Wszystko na opak

15-06-2016

Ja naprawdę czasem lubię nad wodą przegrywać, dostać po nosie i nic nie złowić. Wtedy zaczynam główkować, co zrobiłem źle, dlaczego ryby nie brały. Zaczynam myśleć.  A duży połów ryb jeden za drugim zaczyna mnie rozleniwiać, brakuję wyzwań, brakuję czegoś co można było ponownie unowocześnić w technice połowu. Gdy łowię za dużo ryb, to zaczynam sobie wmawiać, że z danej wody wyciągnąłem maksa, że już więcej się nie da i czas na zmiany… Czyżby ewoluowała we mnie myśl, że czas wrócić do spinningu?

 

Lecz są takie miejsca, gdzie człowiek chcę wracać zawsze i dla mnie tym miejscem jest, odwiedzane bardzo często,  jezioro Czarne.

 

Lubię obserwować wodę, lubię łowić w samotności dlatego nad wodę chodzę bardzo często w czwartki, to jest ten dzień, kiedy wszyscy jeszcze gonią za pracą i na wodę nie mają za bardzo czas. Ostatnio przeczytałem, że Zlatan Ibrahimovic nie chciał przejść do MU na wyspy, bo nie lubi grać w czwartki w piłkę, a jak wiadomo w sezonie 2016/2017 MU będzie grał w Lidze Europu, czyli  w czwartki właśnie. Ciekawe, czy nie lubi grać w te czwartki, czy też klimatu wyspiarskiego? Zlatan jak nie chcę już Ci się grać w ten dzień, to zapraszam na wspólny wypad na ryby, w Polsce, gdzie wszem i wobec wszyscy wędkarze krzyczą, że nie ma ryb, czy to przez PZW, czy rybaków, ichtiologów i innych zgredziałych ptaków kormoranów. A ja zapewniam, że ze mną nałowisz się do woli.

 

Dlaczego łowię i łowię dużo ryb? Na początek odniosę się do hejtu w internecie, bo nie ma nic prostszego jak obalić mit osób, które lubią najzwyczajniej w świecie narzekać i oczerniać wszystkich wokoło, że ryb w Polsce  nie ma. Tam gdzie mieszkam, wody są przełowione także, ale ja zanim wyjadę nad wodę, to szukam takich wód, gdzie wiem, że mam szansę na przygodę, gdzie wiem, że gospodarz o swoją wodę dba co najmniej wzorowo, a to że czasem jest mniej ryb, to w dużej mierze wina wędkarzy niestety, osób które zabierają wszystko co złowią z wody, bo im się wydaję, że wszystko co złowił to się należy. Co oczywiście jest totalną bzdurą. Nauczyłem się, że ryby wypuszczam, od początku roku złowiłem może z ćwierć tony ryb, co by było gdybym wszystkie zabrał? Co by było gdyby wszyscy łowili dużo ryb i je zabierali? Odpowiedzcie sobie sami.

Dziś rybak ma problem z wędkarzami dlatego, że technika wędkarska pozwala go ubiec, co nie oznacza, ze rybacy są święci. Gdy zrobisz łowisko "no kill' to jak nie wstawisz dużych rekordowych karpi lub masy drapieżnika, to zapomnij, że ktoś przyjedzie pobawić, nikt nie będzie się bawił ekstra płotkami i  na końcu będzie musiał jeszcze je wypuści. Nasuwa się kolejne pytanie.Jak to? To po co mam jechać na ryby, mięso jest przecież zdrowe i najważniejsze z całego połowu. No i "bieremy" wszystko na potęgę do worka.

Ja chociażby omijam wszystkie wody rybackiej spółki Maj w moim regionie, bo raz, sieci stoją na wodach non stop, dwa, wędkarze często zabierają niewymiarowe ryby, więc ryba jest ale mała lub bardzo małą. Gdy już  biorę wędki, to wybieram rybne wody i jak nie nałowię, to jest to moja wina, a nie kogoś innego. Nad wodę potrafię pojechać bezinteresownie nawet więcej niż 200km od miejsca zamieszkania i nie jest to dla mnie problem, bo lubię łowić i odkrywać nowe akweny.

 

Kurcze, miało być o ostatnim połowie, a ja się rozpisałem o problemach. A więc na zakończenie słów kilka o moim ostatnim wypadzie nad Czarne.

 

Złowiłem około 15kg ryb, same leszcze, większość tym razem nie przekroczyła 1kg. Wszystkie oczywiście na feeder. Nad wodą byłem coś w same południe i łowiłem może do 21wszej, miałem zostać do rana, ale ile można się na rybach mścić jak tak dobrze biorą?

 

Dlaczego w tytule zostało napisane "wszystko na opak?"

 

Bo miałem złowić liny, a nie leszcze. Miałem łowić batem, a nie feederem, łowiłem co prawda nim czasem, ale za to zamiast linów złowiłem trzy złote rodowite karasie. Niesamowita jest ich walka w zielsku. Spróbuję to opisać.
 

Najpierw pojawiają się bąble, niczym u lina, kierujemy w to miejsce spławik z pinką i czekamy, maksymalnie do minuty jest branie. Zacinam, wędka idzie w pałąk i potem jest 1/2/3 sekundowa cisza, karaś jest zdezorientowany, że dostał w zęby, a po chwili niczym kamień wodę muruję w zielsko, wyobrażenie jest takie, że zaraz coś nam urwie żyłkę na wędce. Po jakiś 30 sekundach odpuszcza i już nie walczy jak lin, czy duża płoć. Piękne te nasze złote karasie, szkoda, że w wielu akwenach wodnych przegrywają one walkę z intruzem, karasiem srebrzystym, zwanym potocznie "japońcem".