Zimne łowne początki

19-03-2016

Wstałem dziś z małą niechęcią, głównie dlatego, że za oknem było zimno. Odwlekałem wyjazd jak najdłużej się dało. Zęby, śniadanie, kawa. No niech tylko się ociepli, mówił mi wewnętrzny głos.
W końcu wsiadłem w auto. Na łowisku byłem około 9tej.




Zacząłem"po staremu".Najpierw spombem wrzuciłem litr ziaren, potem wymieszałem zanęty.

Następnie szykowałem wędziska,  przeorganizowanie wszystkiego pod te łowisko, aby wszystko grało perfekcyjnie, zajęło mi coś ponad godzinę. No i potem długo, długo nic, aż do czasu gdy przypomniałem sobie, że mam snickersa, wg Elvisa jak wymieszasz to z odpowiednim białkiem to zaczynasz gwiazdorzyć. No to chrup i się zaczęło.

Następnie po godzinie na spławiku branie i nie wierzę, pod pomostem mam 2kg leszcza. Z małymi problemami podebrałem go ręką, bo jak to ja, zanim nie złowię większej ryby to podbieraka nie szykuję, jest to mój błąd wynikający z lenistwa. No ale pierwszym dużym rybom zawsze trzeba dać szansę.




Jestem zadowolony z sesji głównie dlatego, że udało mi się zlokalizować miejsce bez roślinności. Trzeba machać daleko, ale wydaje mi się, że tam jest jakiś dołek, górka, bo jest gdzieś 6m głębokości. W tygodniu wchodzę na łódź i stawiam markera na stałe. Brania ryb były bardzo delikatne. Szczytówka na pickerze 1oz niemal nie drgnęła. W sumie miałem trzy barania i trzy ryby, czyli 100% dla mnie.

Jak na razie mam weekend perfekcyjny. Aby był idealny Lech musi ograć Legię, a ja muszę jutro wcześnie rano zameldować się na rybach