Spóźniona majówka z linem

09-05-2016

Kwiecień to mój ulubiony miesiąc na ryby, prawie zawsze o tej porze łowię najwięcej ryb. Macham wędką, gdy większość siedzi w domu czekając na ciepło, a ja łowię przy załamaniach pogody, przy polarnym bardzo silnym wietrze – wtedy to ryby są najbardziej aktywne… No ale tym razem się nie udało…

Jednak dzisiaj, po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą, jeszcze nie w pełni zdrowy na antybiotykach uciekłem w słoneczną majową niedzielę na ryby. Nie przeszkadzało mi nawet to, że wcześniej nad wodą rozegrano zawody o Puchar Jeziora Czarnego w ramach ligi powiatowej.



Nad wodę przybyłem o 11:30, czyli w momencie ważenia i ogłaszania wyników. Zwycięzca miał jeśli dobrze pamiętam 5,740 punktów – ogólnie dominowała na zawodach drobnica, w postaci uklei, płotki, okonia czy też wzdręg. Zawodnicy przygotowujący się do zawodów w tygodniu twierdzili, że kilka dni wcześniej gryzł dobrze leszcz, a tym razem była lipa. Czyżby uciekł powoli na tarło? Słowa uznania dla organizatorów, bo jak widać na zdjęciu atmosfera do samego końca była wyśmienita.


Po sesji zdjęciowej, spragniony przygody z wędką uciekłem na swoją miejscówkę. W końcu, pierwszy raz w tym roku było na niej ciepło. Chwila nęcenia, rozpakowywanie i zmiana decyzji co do połowów... Miał być feeder, ale coś mi podpowiadało, że mam pobawić się delikatnym zestawem na bata. Z tym batem, to dziwna historia, jeszcze przed sezonem chciałem z tej metody połowu zrezygnować, kosztem feederów, pickerów i matchówki – ale jak to się mówi „stara miłość nie rdzewieję” i jak najbardziej opłacało się nim dziś pobawić.