Prawie jak w pierwszy dzień wiosny

18-03-2020

Dzisiaj w końcu był czas na ryby, na testy, na odpoczynek. Koronawiurs daje się nam wszystkim we znaki, ale gdzie złapać bezpieczną odległość jak nie na łonie natury i na łowisku.


Wczoraj wieczorem wymiana żyłek, plecionek, kilka rzeczy do ogarnięcia i od 13tej zaczęły się testy na łowisku No Kill w Nienawiszczu.

 


Nie chodziło dzisiaj o wynik, a bardziej o to, aby przetestować nowy sprzęt, nowe rozwiązania.

Po chwili dołączył Kuba, który na Dirty Banana łowił cały czas na metodę i złowił także kilkadziesiąt płoci oraz niesfotografowanego 40cm okonia, który wyhaczył się tuż przy pomoście.

 



I tak wróciłem do testów w stylu klasyk kontra metoda. Łowiłem na dystansie klasykiem, aby wyczuć wędkę i uczyć się rzucać jak najbardziej punktowo. Na klasyku cały czas była dendrobena, szukałem oprócz płoci, jesiotrów i  może wczesno wiosennego lina. Wygrał tym razem klasyczny feeder, no ale jak brała tylko drobnica, to co się dziwić.

Dla mnie dzisiaj to był pierwszy dzień wiosny. Cisza, spokój, ciepło, śpiew ptaków i drgania szczytówki. Cóż więcej potrzeba do szczęścia? Ano widok tarła szczupaka, który płynie kilkanaście metrów wzdłuż trzciny w moim kierunku...